23 kwietnia odbyło się zgromadzenie generalne 3F Bygge, Jord- og Miljøarbejdernes Fagforening (Związek zawodowy Sektorów Budowlanego, Rolniczo/Ogrodniczego i Środowiskowego), a jednym z tematów były zbliżające się negocjacje porozumień zbiorowych.
Temat wywołał ożywioną debatę, a jedną z osób, które zabrały głos była Dorota, członkini zarządu Polskiego Klubu Budowlanego. Dorota pracuje jako murarka i domagała się między innymi zlikwidowania zróżnicowanego czasu pracy. „Jesteśmy wykorzystywani, nie mamy z tego żadnych korzyści. Chcemy 37-godzinnego tygodnia pracy, tak, jak Duńczycy” – mówiła.
Nie po raz pierwszy Polski Klub porusza ten temat, wspominano o tym już przed poprzednimi negocjacjami.
Jak wygląda sytuacja?
Zgodnie z porozumieniem zbiorowym z 2017 roku, pracodawca może nakładać nadgodziny w przypadkach, kiedy nie ma między nim a pracownikiem porozumienia, dotyczącego zróżnicowanego czasu pracy. W praktyce oznacza to, że z czterodniowym wyprzedzeniem pracodawca może poinformować pracownika, że ten musi przez dłuższy czas pracować na przykład 42 godziny tygodniowo.
Już wówczas spotkało się to z żywymi protestami w ruchach związkowych – również w BMJF, który określił to, jako „wprowadzenie 42-godzinnego tygodnia pracy”. Negocjatorzy związkowi odrzucili jednak te zarzuty, nazywając je mylną interpretacją i sianiem strachu. „W budownictwie i tak nie będzie się tego stosować” – twierdzili.
Mylili się – co prawda duńscy robotnicy nie byli w znacznym stopniu narażeni na systematyczne nadgodziny – ale ich zagraniczni koledzy już tak.
Dorota opowiadała się również za wprowadzeniem odpowiedzialności łańcuchowej i wzrostem płacy minimalnej.
